Na starcie stawiło się 9 zawodników. Po krótkiej odprawie i losowaniu par (mnie los przydzielił Marcina Srokę) łodzie rozpłynęły się po jeziorze. Większość zawodników rozpoczęła łowienie od brzegu przeciwległego do rybaczówki, tak więc większość rywali miałem w zasięgu wzroku. Już chwilę po dotarciu w okolice drugiego brzegu można było zaobserwować pierwsze holowane okonie, jednak nie osiągały one minimalnego wymiaru, określonego na 18 cm, który pozwoliłby zaliczyć rybę do punktacji. Pierwszą rybą, o której było mi wiadomo, iż była punktowana, był o dziwo nie okoń, a spory jaź. Rybkę o długości 41 cm przechytrzył (jak sam mówi nieco przypadkowo podczas poszukiwań większego okonia) Krzysiek Romanowski. Tak duża ryba gwarantowała sporo punktów i stawiała Krzyśka praktycznie „na pudle” pierwszych zawodów. Niemniej pozostali nie mieli zamiaru się poddawać. Po około 3 godzinach spotkaliśmy Adriana, który jako jedyny pływał sam (było nas 9). Pochwalił się, że „kilka okoni ma”. Pomimo przetrzebionego pudełka z przynętami (szczerze mówiąc nie zaopatrzyłem się na te zawody wystarczająco) postanowiłem powalczyć o jakieś punkty. Mój upór został nagrodzony jednym wymiarowym okoniem, podobnie zresztą jak mojego partnera z łódki – Marcina. Z takimi też wynikami spłynęliśmy na miejsce odprawy.
Okazało się, iż niektórzy pokazali klasę. Adrian złowił 15 okoni, co pozwoliło na zdystansowanie Krzyśka Romanowskiego (niestety do jazia nie udało mu się nic dołowić) i objęcie prowadzenia w cyklu. Na trzecim miejscu został sklasyfikowany Łukasz Rakowicz z 4 okoniami. Zawodnicy od miejsca 4 do 7 mieli po jednym okoniu, a dwaj pozostali – wyzerowali. Sytuacja po pierwszych zawodach wyglądała więc następująco:
Adrian Niedziela – 1 pkt
Krzysztof Romanowski – 2 pkt
Łukasz Rakowicz – 3 pkt
Marcin Baniak – 4 pkt
Marcin Sroka – 5 pkt
Mirosław Tamul – 6 pkt
Tomasz Baniak – 7 pkt
Tomasz Ziemiński – 9 pkt
Rafał Gluza – 9 pkt
Punktacja „turowa”, mająca zastosowanie w Pucharze, miała gwarantować emocje do końca cyklu, szczególnie iż mało zawodników zaliczyło „zera”. I tak się rzeczywiście stało, ale o tym za chwilę.
Drugie i zarazem ostatnie zawody cyklu miały się odbyć pierwotnie 11 września na zbiorniku Paprocany w Tychach (również znanym szczególnie z okazałych szczupaków), jednak na skutek obaw organizatorów w frekwencję zostały przełożone na 2 października. W tym terminie na starcie stawiło się 7 zawodników, więc teoretycznie każdy miał szansę na podium w klasyfikacji generalnej. Po krótkiej odprawie i losowaniu (tym razem miałem przyjemność współdzielić łódkę z Tomkiem Ziemińskim) popłynęliśmy każdy w swoją stronę. Ja postanowiłem „zapolować na grubego zwierza” wychodząc z założenia, że każdy coś punktowanego złowi. Nawet nie przypuszczałem, jak dalece się myliłem…
Mijały godziny, a tu nic – ani nawet okonia. Pływaliśmy z Tomkiem głównie w okolicy wyspy – spotkaliśmy tam Tomka Kala (pływał solo) oraz Krzyśka Romanowskiego z Robertem Baniakiem. Nikt nie miał nic punktowanego. Powoli stawało się jasne, iż ten co złowi cokolwiek punktowanego, będzie wysoko w klasyfikacji. Już mieliśmy zwijać się z okolic wyspy i popłynąć na ujście jednego z potoków, gdy zaczepili nas miejscowi. Skorzystaliśmy z okazji i zasięgnęliśmy języka, gdzie tu można cokolwiek złowić. Goście okazali się życzliwi i stwierdzili, że za okoniem to najlepiej na „piaski” koło rybaczówki. Udaliśmy się więc tam, ścigając się z Adrianem i Tomkiem Baniakiem oraz obławiając po drodze kilka obiecujących pomostów, niestety bez efektu.
Po dopłynięciu na „piaski” Tomasz złowił pierwszego okonia, a zaraz za nim kolejnego. Co prawda małe ale jednak są! Po chwili i ja łowię pierwszego „pasiaka”. Jak mówi stare ludowe przysłowie „tam gdzie małe, bywają i duże”, na dowód tego moment później Tomek łowi w mojej ocenie „wymiara”, jednak nie mierzy go i wypuszcza, twierdząc że wymiaru nie ma. No cóż, nie mój okoń i upierać się nie będę, tym bardziej, że przy łowieniu „na paprocha” małych „pasiaków” złowiłem całkiem ładnego szczupaczka na 45 cm, a zaraz potem kolejnego. W końcu po przerzuceniu kilkunastu okoniowych „krasnali” łowię troszkę większego. Tomasz mówi że mały – na oko jest taki jak ten którego wypuścił bez miary, ale mierzę - ma całe 18,6 cm, a więc wymiarowy! Fota i do wody! Zostaję liderem. Do końca niestety nie złowiliśmy już nic wymiarowego – z minuty na minutę nawet maluchy przestawały skubać.
Po dopłynięciu na miejsce zbiórki okazało się, iż tylko ja mam punktowaną rybę, co dało mi zwycięstwo w tych zawodach oraz w całym cyklu. Prawie wszyscy mieli rybki na kiju, niestety były to w przeważającej części małe szczupaki, które oczywiście nie mogły dać punktów. Tak więc w tych przedziwnych okolicznościach wygrałem swoje pierwsze w życiu zawody.
Klasyfikacja generalna:
1. Mirosław Tamul - 7 pkt.
2.
Adrian Niedziela - 8 pkt.
3. Krzysztof Romanowski - 9 pkt.
4.
Łukasz Rakowicz - 11 pkt.
5. Marcin Baniak - 12 pkt.
6.
Marcin Sroka - 13 pkt.
7. Tomasz Baniak - 14 pkt.
8. Tomasz
Ziemiński - 16 pkt.
9. Rafał Gluza - 17 pkt.
9. Robert
Baniak - 17 pkt.
9. Tomasz Kal - 17 pkt.
Do zobaczenia w przyszłym roku.
Mirosław Tamul
Komentarze (1)
tezet Data dodania: 6 miesięcy temu Oceń: 0 + / -
Musisz częściej pisać relacje z zawodów :) Fajnie się czytało. A ja drugi raz takiego błędu z wypuszczaniem okonia mam nadzieję nie powtórzę. Jak pamiętasz skubały nam prawie w każdym rzucie i wyszedłem z założenia, ze jeszcze się kilka dołowi i któryś musi mieć miarę. Dziś wiem jak bardzo się myliłem :). Jeszcze raz gratulacje :)
Polski Związek Wędkarski